Techniki Obrony Ceny – jak odpowiadać na obiekcje klienta?

objekcje klienta, za wysoka cena, jak radzić sobie z objekcami klienta, szkolenia, szkolenia sprzedażowe

Sprzedawałem garnki. Właściwie to, kazali mi mówić marketingowo „naczynia”. Garnki kosztują 100 zł. A „naczynia” nawet 12 000 zł. Tak więc sprzedawałem naczynia. Za 12 000 zł. Proces sprzedaży był z pozoru prosty. Najpierw trzeba było umówić prezentację u kogoś w domu. Ten ktoś musiał zaprosić jeszcze 3 zaprzyjaźnione pary małżeńskie, ja przychodziłem i miałem robić show. Show sprzedażowe. Miałem poprzez swoje słowa sprawiać, żeby ludzie, którzy przede mną siedzieli nie wyobrażali sobie już więcej ani minuty swojego życia bez garnków. Ups… bez „naczyń”.

Pierwszy komplet sprzedałem za ok. 10 000 zł. Ręce mi się trzęsły, gdy wypisywałem umowę. To był pierwszy raz, gdy w swojej głowie pokonałem barierę ceny. Wychodząc z domu od przesympatycznych pań, które stały się właścicielkami kompletu „naczyń”, płakałem jak bóbr. Z emocji. Nie sądziłem, że kiedyś coś sprzedam. Okazało się, że można. I okazało się też, że nie boli to ani mnie, ani właścicielek naczyń, które od tej pory mogły dbać o zdrowie w sposób, jaki pomogłem im sobie wymarzyć.

Kiedy wracam do tamtych chwil, przypominam sobie moment, w którym zwątpiłem w sens tego, że mogę być handlowcem. W pewnym momencie prezentacji produktu usłyszałem od Pani Emilii: „ależ macie wysokie ceny”. Ugięły mi się nogi, a w głowie miałem jedną odpowiedź i to skierowaną bardziej ku mnie samemu niż w kierunku gospodyń prezentacji: „A było tak pięknie …”.

Już nawet nie pamiętam co odpowiedziałem. Musiało być to skuteczne, skoro do podpisania umowy doszło. Wiem natomiast, że tamta chwila nigdy już nie da mi spokoju w poszukiwaniu możliwych a zarazem skutecznych odpowiedzi na owo „za drogo”, które w życiu handlowca przybiera przeróżne formy.

Pamiętam, że w pewnym czasie swojej pracy handlowej mocno uczepiłem się słowa „ale”. Studiowałem je na wszystkie możliwe sposoby. Dowiedziałem się też, że jest to słowo – klucz, które kasuje to, co znajduje się przed nim. Np. w zdaniu „fajne ale skomplikowane” słowo „fajne” zostaje jakby skasowane prze słowo „skomplikowane” i to drugie pozostaje w pamięci.

Pomyślałem sobie, że skoro tak to działa, to mam pomysł na obiekcje klienta. Bo skoro klient mówi „drogo”, to ja zawsze mogę skasować owo „drogo” słowem „ale”. I powiem np. „drogo, ale rzeczą wiadomą jest, że za rzeczy dobre, o wysokiej jakości trzeba wydać trochę więcej”.

Patrząc z perspektywy czasu wiem jednak, że nie był to najlepszy pomysł.  Zresztą, kiedy spojrzę na efekty, to raczej szybko porzuciłem używanie słowa „ale”. Wykorzystywanie go uważam do dziś za logiczny i strategiczny błąd.

Niestety, jest ono najczęstszym słowem używanym przez handlowców do zbijania obiekcji.

Sami zobaczcie. Ja mówię Wam „za drogo” i co chcecie odpowiedzieć? Pierwsze na usta ciśnie się słowo „ale”. Dlaczego jest błędem? Bo skoro jest kasownikiem, to znaczy, że nie zgadza się ze zdaniem wypowiedzianym przez klienta. A my nie lubimy jak ludzie się z nami nie zgadzają. A tym bardziej, jak nie zgadzają się z nami handlowcy. Mówiąc „ale” mówisz klientowi „nie ma pan racji”. Czy chętniej kupisz od kogoś, kto udowodnił Ci, ze nie masz racji? Albo inaczej – czy chętniej kupisz od kogoś, kto Ci udowodnił, że jesteś kretynem?

Słowo „ale” jest więc w odpowiedzi na obiekcje nieskuteczne. Odradzam stosowanie słowa „ale” na etapie rozmów o cenie i negocjacji. Lepiej jest zbliżać stanowiska, niż pokazać jak są odległe. A słowo „ale” wskazuje na różnicę, nie na podobieństwa.

Jak więc odpowiadać na obiekcje? A to już inna historia, godna potraktowania w osobnym (następnym) wpisie na blogu. Zaglądajcie, już niebawem!

Roman Kawszyn

  1. czasem, kiedy rozmówca mówi mi coś w stylu “no tak, zgadzam się z tobą, ale…” to wchodzę mu w słowo i pytam – moment, moment, dlaczego mówisz ale, skoro twierdzisz że się ze mną zgadzasz – to znaczy, że jednak się nie zgadzasz… ;)
    Konfuzja gwarantowana… ;)
    PS – “dlaczego” też używam z pełną świadomością ;) )

  2. Dziękuję za ten wpis Marek. STOP słowu ale w rozmowie handlowej!!!

    • Adam Sowula
    • Listopad 17th, 2010

    Oj nie zgodzę się do końca. To co wyczytałeś jest prawdą słowo `ale` mniej więcej tak działa – mniej więcej. Nie oznacza to jednak, że to KASUJE to co było przed `ale` tylko powoduje, że pierwsza część zdania jest odbierana jako mniej istotna niż przed zabiegiem. To wszystko to część NLP, tylko że wstawienie samego `ale` jest zbyt prostym zabiegiem, który jak napisałeś nie udał się i nie ma się temu co dziwić. Zauważyłeś też, że to powoduje u klienta wrażenie, że się z nim nie zgadzasz – owszem ponieważ tak naprawdę nie interesuje Cię to co powiedział! W związku z tym po tym co mówi dodajesz tylko swoje `ale`. Pomyśl czy w wypadku kiedy klient mówi to jest bardzo drogie odpowiedź: też nie zgadzasz się z klientem? Nie, wręcz przeciwnie właśnie się z nim zgodziłeś i jednocześnie skutecznie wepchnąłeś to co miałeś do powiedzenia. Dodam jeszcze, że takie techniki, aby osiągnąć dobry wynik powinno się łączyć. Np. ze słowem `nie`, które dla umysłu ludzkiego nie istnieje! Czyli odpowiedź mogłaby wyglądać: <Całkowicie się z Panem zgadzam! To jest drogi towar, ale to towar ekskluzywny i bardzo dobrej jakości, proszę teraz NIE obliczać w głowie jakie to koszty wymieniać raz do roku garnki złej jakości jednak proszę wziąć to pod uwagę. :)

    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.